Bywa dzień, w którym stajesz w przedpokoju z siatką zakupów i nie umiesz sobie przypomnieć, kiedy ostatnio coś w tym domu było dla Ciebie. Nie chodzi o urlop. O pół godziny.
Nie napiszę Ci teraz, co masz z tym zrobić. Ta półka zaczyna się od czegoś innego: od tego, że taki stan ma prawo tu być i nie trzeba go najpierw zamieniać w pytanie o dziecko.
Bo cały poradnik obok jest o dziecku. Jak reagować, co powiedzieć, co zrobić, żeby poranek nie skończył się awanturą. To wszystko jest potrzebne. Tyle że czasem kłopotem nie jest dziecko, tylko pytanie, czy jeszcze to ciągniesz. Wtedy kolejna technika na dziecko jest odpowiedzią na coś zupełnie innego.
Dlaczego nie ma gdzie z tym pójść
Kiedy szukasz w sieci czegoś dla siebie, wyniki i tak mówią o dziecku. Wpisujesz dwa słowa o sobie, dostajesz dziesięć o nim. Jakby po drugiej stronie stał ktoś, czyj stan nie ma znaczenia, dopóki obiad jest na stole.
Zamiast tego wraca „zadbaj o siebie”. Zdanie z plakatu w przychodni. Nic nie kosztuje tego, kto je mówi, i nic nie mówi temu, kto je czyta.
A na placu zabaw się o tym nie rozmawia. Łatwo powiedzieć, że dziecko nie chce jeść. Trudniej, że od miesiąca ciągniesz dom resztkami sił. Więc rodzic zostaje z tym sam i myśli, że tylko u niego tak jest. Ta półka jest adresem dla tej drugiej sprawy. Stoi obok tekstów o dziecku.
Zmęczenie schodzi, coś innego zostaje
To najbardziej praktyczna różnica w całym tym temacie. Zmęczenie odpuszcza, kiedy raz się wyśpisz i ktoś przejmie dzieci na pół dnia. Jest drugi stan, który po takiej przerwie wygląda dokładnie tak samo jak przed nią.
Jeśli po takiej przerwie nic się u Ciebie nie zmienia, to jest moment na lekarza rodzinnego albo psychologa dla dorosłych. To, co zostaje, ma swoją nazwę, opisany zestaw objawów i osobny tekst na tej półce: Wypalenie rodzicielskie. Znajdziesz go na liście niżej. Czytaj go z jednym pytaniem: który z tych dwóch stanów widzisz u siebie? Wyjście z każdego prowadzi gdzie indziej, a diagnozy z tekstu i tak nie postawisz.
Jest przy tym jeszcze jedna myśl, której prawie nikt nie wypowiada na głos: „to ze mną jest coś nie tak, skoro tak to znoszę”. O niej jest Czy to normalne, że mam dość własnego dziecka? Tekst jest o tej myśli i o granicy, za którą to już nie jest zwykłe przemęczenie.
Wszystko w takim dniu jest dla kogoś: dla dzieci, dla szefa, dla domu. Dla siebie nie zostaje nic.
Co da się zrobić w tym tygodniu
Trzy rzeczy, wszystkie małe, bo duże i tak nie wejdą do tygodnia, który już jest pełny.
- Wpisz godzinę do kalendarza. Sobota, od dziesiątej do jedenastej, dzieci z drugim rodzicem albo z babcią. Zrób to dziś, w telefonie, przy tym tekście, zanim tydzień się zapełni. Godzina w kalendarzu zachowuje się zupełnie inaczej niż godzina, która istnieje tylko w głowie.
- Sprawdź, co z tego tygodnia jest cudze. Wypisz na kartce trzy rzeczy, które zabrały Ci najwięcej siły, i zobacz, czy któraś jest obowiązkiem, którego nikt Ci nie przydzielił.
- Powiedz jedno „nie”. Najtrudniej wobec swoich, więc rozłożyłem to osobno: Jak odmówić rodzinie bez poczucia winy. Poczucie winy po takiej odmowie jest częścią zmiany.
Po czym poznasz, że idzie to w jakąkolwiek stronę? Za tydzień umiesz wskazać palcem konkretną godzinę, w której nikt nic od Ciebie nie chciał. Jeśli nie umiesz, to też jest odpowiedź. Wtedy pytanie robi się inne: kto może wziąć dzieci? A bywa, że odpowiedź brzmi: nikt. Dziadkowie daleko, drugiego rodzica nie ma, znajomi mają własne małe dzieci. To osobna sytuacja i ma osobny tekst, z adresami zamiast porad: Nie mam komu zostawić dziecka — gdzie szukać pomocy.
Kiedy to wychodzi na dziecku
Pierwsze, co idzie, to głos. Po przespanej nocy powtarzasz prośbę trzeci raz spokojnie. Po dwóch tygodniach bez jednej wolnej godziny podnosisz głos już przy pierwszej. To nie jest sprawa charakteru. Opisuję to w tekście Jak przestać krzyczeć na dziecko, razem z hamulcem do użycia, zanim głos pójdzie w górę.
Kiedy już poszedł, zostaje pytanie, co zrobić potem i czy przepraszanie dziecka czegoś nie psuje. O tym jest Jak przeprosić dziecko po krzyku. A jeśli awantura była między dorosłymi i dziecko stało w progu, kolejne minuty opisuje Pokłóciliście się przy dziecku.
I ostatnia rzecz z tej grupy, ta z poczuciem winy w tle: cały dzień poszedł na pracę i dojazdy, dziecko dostaje resztkę dnia i połowę uwagi, a druga połowa zostaje w telefonie. Nie ma sposobu, który doda Ci godzin. Jest za to pytanie, co zrobić z tymi, które masz: Jak dać dziecku poczucie obecności, gdy brakuje czasu.
Czego tu nie ma
Nie mam wykształcenia psychologicznego — mam troje własnych dzieci i sporo pytań zadanych ludziom, którzy się na tym znają. Terapii ani diagnozy tu nie znajdziesz. Część spraw z tej półki wymaga kogoś, kto siedzi naprzeciwko i zna Twoją historię, a nie tekstu na ekranie. Nie ma też kompletu i wiem, czego brakuje: pieniędzy, pracy, związku po dzieciach, samotnego rodzicielstwa na co dzień.
Zanim przeczytasz dalej: jeśli wracają myśli o zniknięciu albo o zrobieniu krzywdy sobie lub dziecku, dzwoń dziś. 116 123 to Kryzysowy Telefon Zaufania dla Dorosłych. Ktoś tam jest o każdej porze, rozmowa nic nie kosztuje, nazwiska nie podajesz. Jeśli nie możesz mówić, jest czat na rządowej stronie 116sos.pl — działa tak samo całą dobę. Jeśli coś dzieje się właśnie teraz — 112. Nie musisz mieć pewności, że to już ten moment.
Jedna granica jest twarda. Jeśli większość dni wygląda tak samo źle albo jeśli nie cieszy Cię już nic, co dawniej cieszyło, to nie jest sprawa na artykuł. Umów wizytę: lekarz rodzinny albo psychoterapeuta, który pracuje z dorosłymi. Nikt nie przyklei Ci tam etykiety; ktoś po prostu spojrzy na to drugi raz, z zewnątrz, i powie, co widzi.
Konkretne sytuacje
Ta jedna godzina w tygodniu nic nie zmieni w rachunkach, które przychodzą co miesiąc, ani w pracy, z której nie da się wyjść wcześniej.