Pokój pęka w szwach od zabawek. Klocki, auta, pluszaki, gry — a dziecko staje pośrodku i oznajmia: „nie ma się czym bawić”. I masz ochotę wyliczyć mu wszystko, co przed chwilą sama/sam sprzątałaś/eś z podłogi.
Znam to z własnego salonu. Mam trójkę i długo myślałem, że odpowiedzią na „nie ma czym” jest kolejna zabawka. Aż zauważyłem, że im więcej ich w pokoju, tym krócej dziecko bawi się każdą. „Nie ma się czym bawić” w pokoju pełnym zabawek to nie brak. To przesyt.
Dlaczego nadmiar zabawek nudzi
Mózg, który ma przed sobą dwadzieścia opcji, nie zanurza się w żadnej — skacze. Pokazało to ciekawe badanie (Dauch i in., 2018): maluchy, które miały do dyspozycji cztery zabawki, bawiły się każdą z nich dwa razy dłużej i w bardziej rozbudowany, twórczy sposób niż dzieci z szesnastoma. Nadmiar rozprasza. Mniej znaczy głębiej.
Jest jeszcze druga rzecz. Gotowa zabawka ma jedną „właściwą” funkcję — auto jeździ, lalka jest lalką. Zwykły przedmiot domowy nie ma żadnej z góry: pudło może być statkiem, jaskinią, robotem. To dlatego patyk albo koc potrafią zająć dziecko dłużej niż drogi gadżet — bo zmuszają je, żeby samo wymyśliło, czym to jest. A to właśnie wymyślanie jest zabawą.
Co działa zamiast kolejnej zabawki
Odejmij, nie dodawaj. Schowaj część zabawek do pudła i wyciągaj rotacyjnie co kilka tygodni. Mniejszy wybór = głębsza zabawa, a schowane rzeczy po powrocie cieszą jak nowe. To jedna z niewielu rad, która zmniejsza wysiłek i poprawia efekt naraz.
Daj jeden zwykły przedmiot i jedno zdanie-iskrę. Zamiast szukać zabawki, podaj koc, pudło, garść spinaczy i rzuć pytanie: „Ciekawe, czym to może być?”, „Co da się z tego zbudować?”. Iskra zostawia resztę dziecku. Nie pokazujesz, jak się bawić — otwierasz drzwi i się wycofujesz.
Pozwól, żeby to dziecko było autorem. Satysfakcja z własnego pomysłu jest dużo silniejsza niż z gotowej zabawki. Kiedy nie narzucasz scenariusza, dziecko ćwiczy wyobraźnię i poczucie sprawczości — a przy okazji uczy się, że nudę da się rozwiązać samemu, bez sklepu.
Zdania-iskry na „nie ma czym się bawić”, pomysły na zabawę zwykłymi przedmiotami i „pudełko nudy”, z którego dziecko losuje samo — mam zebrane w TOWAS, dopasowane do Twojego dziecka. Sprawdź co zadziała u Was →
Czego unikać
- Nie dokupuj „bo się nudzi”. Kolejna zabawka cieszy dzień, a potem dokłada się do przesytu, który właśnie nudę napędza.
- Nie rozwiązuj za dziecko. Jeśli za każdym „nie ma czym” podajesz gotową zabawę, dziecko uczy się czekać na pomysł z zewnątrz zamiast szukać go w sobie.
- Nie wartościuj „prawdziwych” zabawek nad zwykłymi rzeczami.Dla wyobraźni karton bywa lepszy niż drogi gadżet. Nie poprawiaj dziecka, że „to tylko pudło”.
- Nie zasypuj ekranem. Tablet gasi nudę najszybciej — i najmocniej osłabia zdolność dziecka do radzenia sobie z nią samemu.
Kiedy to coś więcej niż przesyt
Większość dzieci, którym damy mniej i trochę przestrzeni, zaczyna bawić się twórczo. Warto przyjrzeć się bliżej, jeśli:
- dziecko nie potrafi zająć się niczym przez dłuższą chwilę i porzuca każdą zabawę po sekundach, w każdej sytuacji;
- „nie ma czym” brzmi jak apatia i wycofanie, a nie poszukiwanie — nic go nie cieszy;
- jedyną rzeczą, która je angażuje, jest ekran.
Z tym warto pogadać z psychologiem dziecięcym. Najczęściej jednak wystarczy schować połowę zabawek i podać dziecku zwykłe pudło.
Szerszy obraz — kiedy nudę warto zająć, a kiedy zostawić — znajdziesz w głównym artykule: Nuda u dziecka — co z nią zrobić (i kiedy lepiej nic).
Z popołudnia, kiedy schowałem połowę zabawek i dałem dziecku karton po lodówce — i przez godzinę miałem w domu statek kosmiczny, a nie nudę.